Podróże Oliviera Berntsa

W pogodni letni wieczór Alan przemierzał brudne, zakurzone ulice Londynu . Przez ramię miał przewieszoną gitarę. Pogwizdywał. Wiatr nieustannie tarmosił jego bujną czupryne.. wyraz. Ubrany był w obcisłe jasnoniebieskie jeansy , beżową koszulę w kratke i białe buty. Skręcił w najciemniejszą uliczkę. Szedł kilka minut. Wkrótce zatrzymał się przed domem. Na widok celu swej wędrówki jego twarz nabrała pogodnego wyrazu. Nacisnął dzwonek. Po kilku sekundach drzwi otworzyły się z wielkim hukiem. Z domu wyskoczył wysoki staruszek, o białych, rozczochranych włosach, sięgających do ramion. Ubrany był w brudny, kiedyś biały fartuch.
-Czemu tak długo? Spóźniłeś się!
-Miałem być o 22:00.-spojrzał na zegarek-teraz jest 20:00
-Aha...-powoedział staruszek-wejść!
Alan wszedł do domu. Jego oczom ukazał się mały korytarzyk, o zdartym parkiecie. Po pomieszczeniu były porozrzucane różnego rodzaju maszyny i aparaty.
-Zdejmuj to z pleców!! Tak...chodzi mi o plecak. Szybko mówię!! Chodź...Chodż!-powtarzał z przejęciem staruszek
Alan widząc jego podniecenie nic nie odpowiadał. zdjął plecak i poszedł za doktorem. Siwy staruszek był bowiem doktorem-wynalazcą. Nazywał się Olivier Bernts. Wiekszość jego wynalazków nie działała, ale doktor nie poddawał się i tworzył dalej. Teraz pracował nad czymś wielkim. Alan schodził po schodach do labolatorium. Cały czas słyszał przemowę doktora. Mimo, że naukowiec był cztery pomieszczenia dalej, mówił tak głośno, że słyszał go doskonale.
-....Tak...Tak..TO jest to! Coś nad czym nad czym pracowałem przez ostatnie sześć miesięcy...!To COŚ jest wyjątkowe...Jezus, Maria-tu zakreślił w powietrzu znak krzyża-Jaki ja jestem genialny...
Przemawiał w tym stylu jeszcze przez dziesięć minut, aż chłopak stracił cierpliwość
-Doktorze! Powie mi pan wreszcie, jaki to wynalazek?!-powiedział pretensjonalnie-w dalszym ciągu nie wiem nawet co to jest?
-Już,już...-powiedział poirytowany doktor-patrz i podziwiaj!
Podbiegł do swego urządzenia, złapał za kawałek starego prześcieradła, które przykrywało maszynę. Szarpnął. Na jego twarzy, dzięki ktorej wyglądał na obłąkanego, pojawił się wyraz radosnego uniesienia. Jedynie A. Jego oczom ukazał się bowiem stary pordzewiały Fiat 126p.
-Maluch? Przez pół roku pracował pan nad zużytym maluchem?
-Aha...Więc wygląd nie zrobił na tobie wrażenia?-powiedział lekko zawiedziony doktor-Zapewne chcesz poznać kilka funkcji tego "cacka"?
-No...tak.
Doktor wsiadł do samochpdu, nacisnął jakiś guzik. Zaraz potem maluch uniósł się w powietrze. Zawisł tak na jakieś 30 sekund. Potem poszedł dym z silnika. Maluch spadł z wielkim hukiem na ziemię.
-Ale nie słyszałeś najlepszego!-krzyknąl doktor-Wsiadać!-dorzucił rozkazującym tonem.
Alan spełnił prośbę. Doktor wyjechał z garażu. Dotarł do ulicy.
-Zapnij pasy. Jeszcze tego nie próbowałem!Co się tak patrzysz-zapytał-powinno działać!
-Powinno?
Alan próbował wysiąść, ale pojazd już wystartował. Wystrzelił pionowo w powietrze. Samochód otoczyła zielona kula, z jakiegoś światła. Auto zaczęło się obracać. Na kilka sekund rozbłysło oślepiające światło. Zgasło. Alan widział juz ziemię. Po chwili samochód z okropnym hukiem wylądował w krzakach.
Z silinka buchnął jedynie czarny dym, obficie dostający się do kokpitu
-Doktorze!Co pan najlepszego zrobił?-krzyknął Alan
-Wiedziałem, że Ci się spodoba
Na twarzy Oliviera, po raz kolejny pojawił się wyraz radosnego uniesienia.
Alan szybko wysiadł z samochodu. Był wściekły
-Doktorze! Gdzie my do cholery jesteśmy?-wrzasnął
-Hmm...Dobre pytania. Sam chciałbym to wiedzieć.
-Nie wie pan??-Alan stanął jak wryty-CO to znaczy , że pan nie wie??
Doktor zaczął biegać w kółko. Mamrotał coś pod nosem. Chłopakowi udało się wyłowić jedynie kilka słów
-Kontinuum...Czasoprzestrzeń...Cofnęliśmy sie... Eureka!!-krzyknął doktor-Już wiem!
-Co?
-Jestesmy w tym samym miejscu, z którego wystartowaliśmy.
Dopiero teraz Alan rozejrzał się.Niedaleko płynęła całkiem spora rzeka. Resztę miejsca zajmmowały pola i lasy.Chłopak poznał tylko jedną rzecz, miejsce-ruiny Starego Zamku, z tym że teraz stał on w całości i wyglądał na nowy. Ten widok zwalił go z nóg.
-Muszę usiąść-siadł na ziemi-Czy my..Cofnęliśmy się w czasie?
-Dokładnie! Więc jednak czasami myślisz-powiedział szczęśliwy doktor
-A który jest teraz rok??
-Hmm..Podejrzewam, że cos koło 1000. Tak! Na pewno między 1300, a 1500

--- koniec ---

Foniek

Skomentuj na forum