Szklarnia

Idę przez miasto, widzę dokoła szkło w każdej postaci. Wszystko szklane, przeźroczyste. Czyste bez najmniejszej skazy.
Porcelanowe domy z dodatkiem betonu, pokazujące fajansowe życie przeszklonych ludzi. Wszystkie ich myśli dostępne dla każdego przechodnia, całe ich zachowanie widoczne w swej oślepiającej sztuczności.
Ceramiczne ulice, odbijające światło słońca we wszystkich kolorach pryzmatowskiej tęczy. Oszklone samochody, wydychające szklane spaliny. Fajansowi ludzie-pozoranci siedzący za kierownicami ze szkła. Chodnik wyłożony hartowanym szkłem bez żadnej rysy.
Widzę swoje odbicie - sam jestem szkłem, szybą okienną wyglądającą codziennie na świat szklany, odporny na zmieniającą się temperaturę, odporny na efekt cieplarniany.
Dokąd idę? Sam nie wiem, czekam aż mej wędrówki nadciągnie kres. Chcę wszystko zostawić, zostać sam, ale nie.. Szkło wpychające się do każdej mej myśli, kontrolującej, abym czasem nie rozpoczął procesu nieodwracalnego, procesu destrukcji siebie a zarazem otaczającej rzeczywistości. Wystarczy nie taka myśl, a już ostre jak brzytwa szkło tnie moje wnętrze, bo jedną malutką ryską inną myślą niż myśli wyimaginowanych przeźroczystych władców mogę rozpocząć niszczenie. Moja porcelanowa rysa rozpocznie proces rozkładu szklanego domu, na którym nie ma pęknięć, bo pozoranci robią wszystko aby przypodobać się władcom.
A wystarczy tylko mocniej się oprzeć, wsłuchać się w prawdziwe myśli fajansu, rzucić czymś ciężkim i brzęk rozlegnie się wokół. Krzyk rozpaczy, krzyk bólu a zarazem piękny krzyk wolności! Ostra myśl pełna bólu przeszywająca na wskroś, szklana żyletka tnąca mózg. Czy było warto? Czym jest moja wolność?
Wolność bez barier, szklanych potłuczonych pęt napierających zewsząd. Ceramiczni ludzie wygrażający w moim kierunku, Którzy nie rozumieją mej wewnętrznej rewolucji. Samotność boli, ale wolna samotność podnosi w górę.
Wychodzę ze szklarni i wreszcie oddycham świeżym powietrzem.

Wylęgarnia

Doszedłem do dziwnego miejsca w swojej codziennej wędrówce bez celu. Gdzie jestem do licha?! Co to jest ?! Jakieś dziwne kształty przypominające okrągłe jajka różnej wielkości i o różnych barwach. Czuję niepokój, dziwne uczucie lęku. Tylko dlaczego się boję?
Jedne kształty rosną, inne zmieniają się, inne znikają i już ich nie ma, ale w ich miejsce pojawiają się nowe. Co to jest za niesamowite miejsce?
Nie mogę się poruszyć, jakoś przed chwilą mi to nie przeszkadzało, stałem patrząc zafascynowany na "jajka". Ktoś idzie, słyszę wyraźnie jak podchodzi do mnie od tyłu, jakaś postać, od której emanuję ciepło-zimno na przemian. Wskazuje na mnie i już jedno "jajko" unosi się ku górze i rozbija się na mojej głowie, całego oplatając bezwonną cieczą, przeźroczystą. Wszystko nagle znika...
Jestem na środku ogromnego morza, bądź oceanu, sam jeden, wokoło nic, nikogo, pustka bezkresna. Horyzont zlewa się ze spokojnym morzem, coś wyłania się w oddali, czuję narastające napięcie...
I znowu te jajka, znowu tam jestem. Czuję na sobie wzrok tego kogoś, który ponownie "rzuca" we mnie "jajkiem" i ponownie ciecz z zewnątrz oplata mnie swą niezrozumiała substancją. Wszystko ponownie znika...
Jestem tym razem na brzegu jakieś wyspy. Pewnie bezludnej. Ale nie, słyszę w oddali narastające bębnienie w dzikiej rozkoszy krzyków, powoli zbliżających się w moim kierunku. Leżę bez ruchu, strach sparaliżował totalnie me członki. To tylko jacyś dzicy idący radośnie na me spotkanie... hmm... ludożercy?...
I ponownie postać z tego dziwnego miejsca wskazuje na mnie, już miałem skojarzyć kim ona jest, a tu znowu rzuciła we mnie jajkiem. Miejsce z jajkami znika...
Siedzę w szałasie zatopiony w czeluściach nicości, związany jakimiś dziwnie wyglądającymi szmatami. Zapach ogniska jest wszędzie wokół. Podchodzą dwie czarne postacie, biorąc mnie za ręce donoszą do ogniska. Już wiem. Będę ich kolacją. Zamykam oczy...
Cisza, cisza, aż dzwoni w uszach. Otwieram powoli oczy i... jajka?! Postać powoli dochodzi do mnie mówiąc w jakimś dziwnym języku, a mimo to rozumiem doskonale jej słowa: "Możesz się już obudzić." Już wiem kim jest!
Byłem w wylęgarni snów.

every time of midnight

Zbliża się godzina 0. Rozpoczyna się nasilające wycie wiatru, stuk okiennic coraz szybszy i coraz bardziej stanowczy. Brzęk tłuczonego się szkła - to oni przyszli jak zapowiadali porwać Twoją duszę, którą kiedyś w młodości sprzedałeś by być kimś innym. Lepszym ? Większym?

Bez konsekwencji jak myślałeś, a tu nagle pierwszy dzień szalonych zabaw różnych duchów wstających z podziemi. Słyszysz ? Już po Ciebie idą ! Wycie coraz głośniejsze...... I czego się obawiasz, przecież wiedziałeś, że to nastąpi.

"Tylko dlaczego już i teraz?". Co ? Zgubiłeś umowę podpisaną twoją krwią? Ha ha ha

Szyby w oknach od ciągłego wibrującego wycia wyleciały z cichym brzękiem, już są, wołają abyś wyszedł...
Rysujesz w pośpiechu pentagram ? I tak ci nie pomoże, bo nie znasz wszystkich znaków możesz się tylko pogrążyć w godzinie 0. Lepiej wyjdź i zakończ umowę, przeznaczenia nie oszukasz. Zamknij oczy, zamknij i śnij o tym co dobrego cię spotkało. Przypomnij sobie swoja władzę i swoją żądzę mordu, jak śmiałeś się bombardując słowami każdego kogo napotkałeś. Kres wędrówki nadszedł. Wciąż to wycie, rozsadza ci mózg, już i tak nie istniejesz. Będziesz duchem, upiorem nawiedzającym w najgorszych koszmarach, będziesz istniał tylko w snach !
Myślisz ? To już nie są Twe myśli, one zostały przejęte przez Twego przewodnika. Skończyła się zabawa. Zaczęła się gra. Dostajesz do ręki siódmą pieczęć. Pilnuj jej i czekaj na sygnał. Jeźdźcy jeszcze nie są gotowi... Koszmarem jest Twoje imię, pustką Twe myśli, pustynią Twa dusza. Czekaj cierpliwie. Może kiedyś powstaniesz z klęczek i dostaniesz miecz przeznaczenia. Może...
Harce rozpoczęte potrwają całą dobę. Piekło i Zwycięstwo - Hell & Win !!!

Lustra własnych wnętrz

Byłem tam już nie raz, cały czas myślę o jednym: jak wrócić z powrotem i zostać tam na zawsze.
Ale czy jest to możliwe?
Barykady blokujące dostęp do lustra, w które chciałbym spojrzeć jeszcze raz, na ułamek sekundy, zapisać kod dostępu - hasła do wnętrza siebie. Chcę się w końcu wyzwolić ze schematów, które zapanowały nade mną i utartych szlaków wytworzonych przez umierający świat. Skorumpowana prowincja niszczona ciągłą wojną o władzę. Broniąca dojścia do lustra. Obawia się zdemaskowania i dewastacji swoich korytowo-mamonowych poglądów. Sama dewastuje, niszczy, eksploatuje ile tylko może, bo wie że kres jest już bliski i wkrótce zostanie tylko z mamoną ukradzioną z naszych serc i z nieruchomościami pozostawionymi na naszych duszach wyrytych głęboko w bólu i czadzie dopalających sie resztek godności.
I tak będę walczyć, by dotrzeć do lustra i zostawić w końcu zepsuty świat pożerany przez stojących w kolejce po berło i jabłko. Widzę błysk i już wiem gdzie jest ukryte lustro wyzwolenia. Wystarczy zamknąć puste oczodoły - może ktoś jeszcze zadzwoni... czekam na ten sygnał dzwonka, przerwijcie mi czekanie, chcę tylko zobaczyć swoje odbicie. Chwila koncentracji - myśl jedna wolna już wyzwolona. Już jestem przed lustrem - jedno ułamkowe spojrzenie i jestem wewnątrz siebie szczelnie opatulony mgłą, głuchy na otaczającą rzeczywistość. Dość już wojny, dość już łez, dość już dość. Jestem tam zdany tylko na siebie.
Ucieczka czy wyzwolenie ?
Ucieczka przed samym sobą - wewnątrz siebie. Przetwarzając ciepło z zewnątrz do wewnątrz. Wyzwolenie od patrzenia na ciemną zamkniętą stronę świata. Zamknięte oczy widzące szeroko i dziko to co dzieje się na górze i w jaki sposób Panowie świata rozdają karty, trzymając wciąż w rękawie asy?
Czy tak musi być zawsze?
Weźmy inną talię do rozgrywki nie ponaznaczaną przez ironiczny śmiech i ból udręczonych maluczkich i pokonajmy nadchodzącą cicho globalizację. LUSTRO jest już nasze - nikt więcej nam go nie zabierze. Przeglądając się codziennie rano, pomyśl co kryje się w Tobie i przekaż pozytywną wibrację siebie na zewnątrz.
Masz przecież piękne wnętrze.
Rozświetl swoją ciemną stronę i nie poddawaj się w geście rozpaczy.
Pamiętaj masz zawsze siebie !

jesień

Rozpoczynam dziś przemianę, swoistą metamorfozę. W końcu nadchodzi nieubłaganymi krokami jesień. Zrzucam z karku jarzmo wzięte po ostatnich roztopach śniegu. Gubię z wielką radością kolorowe liście, które z impetem spadają w dół zakrywając pojawiającą się moją nagość.
Nie, nie jestem bezbronny. Po prostu następuje przemiana. Soki życia powoli przestają docierać do górnych partii, mózg pracuje na coraz to wolniejszym biegu, aż do wyczerpania zapasów wziętych na wiosnę.
Życie czy wegetacja?
Przetrwam zimę, mrozy i wszechogarniającą biel. Muszę przetrwać! Czekam na pierwszy śnieg, mroźną przyszłość, lawinę bieli... Czekam i wytrwam w postanowieniu pójścia ku mojemu przeznaczeniu.
Zaczekam na przyjaciół, którzy dotrą tu razem z temperaturą poniżej zera. Nie mogę się doczekać aż usłyszę znajomy świergot zimowych ptaków. Muzyka dla duszy stęsknionej. Może jeszcze nie zgubionej.
Nie będę zimnym suchym drzewem. Codziennie mocniej trwam i wiem że żyję. Żyję dzięki Tobie Matko-Ziemio! I składam Ci w ofierze jak co roku swe plony, myśli liści kolorowych! Czasami zielone jak dojrzewające pragnienia, czasami żółte jak światło mówiące "przygotuj się na wyzwanie", czasami czerwone wołające "stój - zawróć z obranej drogi."
Jesień już - pora coś zmienić!

poker życia

mój świat to nie moja ojczyzna
mój świat jest otoczony drutem kolczastym
siedzę w nim z trzema przyjaciółmi rozpoczynamy pokera zamknięci w czeluściach ciemności przykuci do krzeseł kolczastych wolne są tylko ręce do trzymania przeznaczenia... pierwsze rozdanie zaczynamy licytację w puli jest już 28 lat mego życia czy wygram dziś wyścig śmierci?
schizofrenia rzuca karty o stół nie liczy się już w tym rozdaniu blef się nie udał ale nadal będzie walczyć , rozdwojenie jaźni w szyderczym uśmiechu rzuca również trzy szóstki, dwóch pokonałem pokazuję karty mam niezły układ powinienem odebrać lata mego istnienia dama kier zabierająca codzienność dama pik zamglona przeszłość dama karo wytyczająca przyszłość szóstka i dziewiątka liczby radości z życia, śmierć pokazuje karty dwa asy zamieniające się w jedynki i dwie dziewiątki...
uff wygrałem...
dorzuca jeszcze jedną dziewiątkę widzę już wyraźnie 11 września 2001
lata młodości najlepsze lata poszły precz rozbity 28-latek czołga się u stóp zwycięzcy...
gramy dalej... nie mam już nic do stracenia idę na całość życie złożone śmierci - do wygrania przeszłość i wysłannik przyszłości nie patrzę na karty grających mam pokera czarnego jaki on piękny... odbieram to co przegrałem blef nie wystraszył mnie schizofrenia, rozdwojenie jaźni i śmierć odsyłam w dół niech się smażą beze mnie jestem wolnym człowiekiem drut kolczasty porastają białe róże idę w dal ku memu przeznaczeniu...
wolny jak ptak unoszę się ku górze nigdy już nie będę grać... na uczuciach
dążę do celu wyraźnego i głębokiego celem moim jest wieczność

bliżej nieba

bliżej nieba bliżej gwiazd każdy chce tam dotrzeć pierwszy ale przecież wspólna podróż jest dużo przyjemniejsze w jednym tym samym momencie dotrzeć tam gdzie nie ma powrotu na szczęście można tylko trwać w nirwanie szczęścia strząsając z siebie obłudę świata otrzepując brud i pył ziemskiej skorumpowanej prowincji na której było przesiedzieć w nudzie lata młodości wreszcie odwaga przypełzła na skrzydłach ślimaka przeistoczonego pod Twe potrzeby muszla rozbita brak skutecznej tarczy ale są skrzydła można polecieć szybciej i dalej zmienić swój światopogląd bezbronny ale wolny leć ślimaku w przestworza niepojęte poznawaj w końcu inny świat lepszy od Świata Grudzińskiego pełnego konwenansów i władzy więzionych w okowach nienormalności bliżej nieba dalej ziemi przyciąganie przestaje istnieć już nic Cię nie trzyma wzbij się w górę i leć lecz uważaj na sokoły czyhające na takich jak Ty naiwny myślisz że polecisz gdzie chcesz bez walki i codziennej ucieczki od czarności białej śmierci wszędzie kosy naostrzone naszymi grzechami na nic skrzydła na nic skorupa na nic wołania leć lawirując pomiędzy wyspami złowrogimi najeżonymi kosami z białymi flagami łopoczącymi w geście poddania złudzenie łopoczą żeby Cię przyciągnąć i wykonać dzienny plan żniw ich też rozliczają muszą biegać skakać łapać dopadać zabijać krew jest ich pożywieniem grzech ich ostrzem na sztandarach kosa a Ty leć nie zważaj na białe kaptury jak jesteś młody i chętny jeszcze do odkryć drogi mlecznej nie bój się pokonasz ich ślimak bez skorupy ze skrzydłami piękny okaz wolności szybkości i namiętności lot we dwoje lot bez samotności lot bez wytchnienia aż do osiągnięcia celu - ruchomego celu ważne by trafić za pierwszym razem w sam środek tarczy bez powtórek bez zwalniania tempa lecieć dotknąć gwiazd i już nie wracać nie wracać nie...

Morderstwo w biały dzień

Mordercą jest każdy, bo wyraża cichą zgodę na wojnę, odwet, którą toczą między sobą mocarstwa, więc czy istnieje sumienie, oczywiście istnieje tylko jest trochę przygłuche na wezwania odległych wołających o pomoc naszą pomoc zróbmy rewolucję koło się zamyka tak jak czas zwinięty w spiralę schemat powtarzająca się czynność, and again and again....
Wstajesz rano zakładasz buty i wychodzisz na ulicę patrzysz uważnie jeszcze nikt Cię nie zauważył no i super, po co dupki mają się patrzeć jak przemykam przez ulicę idąc jak setki innych do pracy po mamonę, bo bez niej ani rusz...
A wystarczy uśmiechnąć się do przechodnia i już świat wygląda inaczej rozbudzony uśmiechem robimy globalizację pomyślmy osoba uśmiechnie się do dwóch te dwie do czterech i sami nawet nie wiedząc rozpoczęliśmy masowy proces globalizacji totalnej jesteśmy Panami tego świata jeden uśmiech za uśmiech wstaw pioruny bijące jakby się chciało kogoś zabić i co proces wojny rozpoczęty tak łatwo nawet samemu w pojedynkę zawładnąć całym światem Miłość zawsze wraca do Ciebie tak samo i Agresja wraca zawsze do Ciebie i wiele innych rzeczy, które ślesz nawet nieświadomie... Niestety nawet jak nie chcesz jesteś włączony w wielki plan przezwojenia globu ziemskiego na kaprysy i widzimisię Chorych Władców, bo każdy dzierżący władzę w rękach jest chory swoją schizofreniczną wizją przyszłości dobijający przez "doradców" długich na siedem mil ziejących ogniem nie gasnących chuci i prywaty to właściwie, kto rządzi tym wszystkim? Samozwańcy chorzy od urojeń i własnych wojen wewnętrznych komuniści syjoniści anarchiści badylarze doliniarze każdy ma własny świat wizjonerski wznieśmy się ponad poziomy i lećmy zobaczyć z góry, co się tak naprawdę dzieje i kto pociąga za sznurki i dzieli role życia, czy trzeba się z nim przespać żeby dostać jedna z głównych ról czy jest to przypadek jak "wszystko, co się dzieje i dziać będzie" samozagłada dążenie do upadku tylko trzeba się szybko podnosić żeby nie dokopali z drugiej strony to samo byśmy zrobili widząc leżącego kop i jeszcze raz i myślimy, ale dobrze, że to nie ja tam leżałem Trzeba iść prosto z podniesioną głową nie słuchać wołających wspomnień i nie oglądać się wstecz powroty są ciężkie nie każdy ma białą mewę która wskazuje ląd gorzej jak rozszaleje się burza ale nic to po burzy zawsze nadchodzi spokój tylko na jak długo już prawie rok talibska opozycja i ich pierdolnięta święta wojna nie daje znaku życia gdzie oni są gdzie oni wszyscy się podziali jesteśmy cierpliwy i wybaczamy spóźnienie odwetu kiedyś to nastąpi i znowu będzie powtórka spirala czasu tego nie pokona nikt nie ma takiej władzy i mieć nie będzie.

Uczucia

Uczucia ma każdy nie można mówić, że ktoś jest bez uczucia przecież nienawiść również nim jest bardzo ściśle powiązane jest z miłością, chodzą z sobą krok w krok, można by rzecz, że się uzupełniają i przenikają wzajemnie, zranić kogoś jest bardzo łatwo wystarczy nieodpowiedni gest nieodpowiednie słowo żart, który nie jest żartem, a słowa i tak nie wyrażają tego, co akurat się myśli w danej chwili, człowiek to brzmi dumnie, ale powiedz to dziecku leżącemu w gruzach WorldTradeCenter, że człowiek spowodował tą masakrę, czy dziecku afgańskiemu, które żebrze o chleb a możni tego świata wyrzucają go codziennie tonami, globalizacja - uboczny efekt
Jest to dywidenda wypłacana śmierci, chronić ma, od czego? Bardzo dobre pytanie pewnie od wyrzutów sumienia pozbawionych władców z piedestałów, stać na nim i być wielbionym jak Fidel Castro pod przymusem z miłości do życia i obawy przed...
Tylko, przed czym rewolucję jest bardzo łatwo wywołać, ale potem znowu wszystko wraca do normy Folwark Zwierzęcy zróbmy rewolucję będzie lepiej, komu rewolucjonistom, którzy zaczną rządzić i tłumić w zarodku wszelkie przejawy uczuć innych niż oni, które próbują zaprogramować u podwładnych - paradoks życia żyj i pozwól żyć innym, więc po co zmieniać system na inny lepszy tylko, dla kogo?
Dla nas na pewno Unia, Unia żywi Unia radzi Unia nigdy Cię nie zdradzi za słowo Unia można podstawić wszystko Stalin, Adolf, Franco, Układ Warszawski, NATO itp. chore hasło - hasła wymyślają Ci, którzy maja kasę żeby wymyślać hasła i bawią się nami jak marionetki w teatrze dla dzieci nigdy nie wiesz, co może odwalić aktorami w danej chwili i jak potoczy się bajka, bo życie jest jak pudełko czekoladek i tak nie wiesz nigdy, co wyciągniesz musisz zjeść wszystkie i myślisz wtedy znam życie a popatrz ile jeszcze pudełek nie jest otwartych ha ha ha marionetki na wietrze niesione, targane, popychane Cały ten świat to jedna wielka bryndza ulepiona na podobieństwo innego lepszego zatopionej Atlantydy, która jest gdzieś w podświadomości każdego, do której się wraca myślami i w której tak rzeczywiście się mieszka, nigdy mało zawsze źle, ale w swoim świecie wszystko jest Ok i zawsze tak będzie dopóki chcemy coś robić obojętnie czy z miłości czy z nienawiści sprzedajemy się codziennie, chociaż nie chcemy się do tego przyznać sprzedaż nie oznacza tylko transakcji za pieniądze może być wymienna powrót do korzeni chyba wtedy było lepiej, ale już istniał pewien system kloszardzi codzienności żebrzący pod murami bezdomności myśli ambicja, aby Coś osiągnąć to nie jest to władza tylko nas rajcuje i wydaje się, że każdy ma władzę tylko znalazł się aktualnie w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie tłumaczenie niewinności i próżności każdy to ma jestem wielki, bo...
Czy mały, ale i tak wielki mogę wszystko dopóki nie złapią Cię w swe sidła i nie wrzucą do garnka pełnego schematów zachowań i zaprzęgną dla swych własnych chuci szybkie ocucenie woda życia i ponowne zniewolenie być wolnym jak ptak, ale czy taka wolność by usatysfakcjonowała na dłuższą metę na pewno nie, czym jest wolność bez odrobiny kłamstwa i obłudy zakuta w kajdany życia codzienności? Absurdy wymyślają dzień w dzień i są z nich dumni to ich własne dzieci, które rosną rozwijają się i wielbią totalna globalizację - kiedyś nadejdzie ostateczny krach systemu korporacji i zobaczy się, kto jest naprawdę silny, aby to przetrwać, film kręci się od bardzo dawna wyreżyserowany i my jesteśmy podstawionymi aktorami robiący wszystko na podobieństwo naszych wyimaginowanych wspomnień z poprzednich wcieleń i poprzednich doświadczeń, wszystko już było a co będzie wie doskonale system wolny jak ptak zaprogramowany by zabijać i doić jak najwięcej się da dobro i zło, dlaczego musi istnieć razem niech stworzą w końcu dwa światy i pozwolą wyszumieć Się osobno i jednemu i drugiemu i będą dwa światy albo dobra albo zła, co jest lepsze tego nie można przewidzieć umysł płata najrozmaitsze figle... świetnie, że możemy latać, ale świetnie też, że samoloty mogą zabijać naszych wrogów wymyślonych...
Czy wrogiem jest Osama bin Laden? Co on uczynił, że wyrażona została zgoda na atak na Afganistan, bo przecież kraj jest członkiem NATO niech zabijają za zgodą i co będąc dobrym nie jesteśmy jednocześnie złymi tak o nas mówi dziecko czarnych turbanów?...

Obłuda

Obłuda świata, z którą spotykamy się na co dzień obiecanki cacanki a nam głupim wielka radość, że będzie lepiej.
Globalnie może tak, zamknie się paru krzykaczom usta dopuszczając ich do koryta, na które płacimy ciężką pracą i będziemy sobie wmawiać jest lepiej bo nasi rządzą i poprawią nasz los ha ha ha już zapomnieli o nas, bo teraz mają szczytne cele, jak lizać dupy ich protektorów a nam pozostaje znowu czekać na Mesjasza, który odmieni świat tzn. zamieni go w gruzy, bo tylko na gruzach może coś nowego pięknego wykiełkować.
Czekamy, czekamy jesteśmy bardzo cierpliwi - cierpliwość jest cnotą nikt nie jest cierpliwy nie łudźmy się kiedy się to skończy rozpocznie się walka każdy z każdym wystarczy, że na jednym skrzyżowaniu dojazdowym do metropolii zrobi się korek, bo w elektrownię uderzył rosyjski samolot szpiegowski.
Zabrakło prądu, stoisz w korku, który robi się kilkanaście kilometrów na drodze dojazdowej do miasta, parę dni - jesteś głodny, pieniądze się skończyły, trzeba jakoś nakarmić dzieci, wybijamy szybę i już mamy co jeść...
To samo robią inni współtowarzysze niedoli głodowej, czyli peryferie miasta mamy opanowane wybieramy teraz szefa który poprowadzi nas w naszej wściekłości na miasto... nie potrzeba żadnego wroga, ot mały wypadek samolotu i wybucha wojna - walki uliczne coraz trudniejsze do opanowania...
Obłuda szerząca się wszędzie, a przecież kochasz swój kraj a jednak walczysz... więc po co nam symbole, flaga, hymn jak i tak mamy to w naszym życiu w dalekim poważaniu patriotyzm tak, ale lokalny taki domowy globalizm w tym przypadku na szczęście nie istnieje, chociaż marionetkami chcą nas widzieć zasrańcy z mównic. Strąćmy ich z piedestałów w otchłań ich własnych strachów chowany na dnie koryta przysypanego zgnilizną mamony...

Bramy otwarte

Chlastasz swój język tępo, swoją twarz chlastasz krew zalewa wszystkie myśli nie ma już dobrych są obłąkane wreszcie wychodzi to, o czym tak długo tak skrycie marzyłeś czy marzyłeś stajesz przed sobą mówisz popatrz, jaka siła bije z moich rąk, które mogą wszystko, zwyrodniały uśmiech ozdabia twarz i puste oczy szyderczo wyzierają z czaszki.
Poroniony dopiero przy narodzeniu błądzisz nimi po zatrutych wnętrznościach oddychających toksyczną mazią...i stajesz i patrzysz wraca błysk do oczu tępe narzędzie wydaje głuchy jęk wypadając z twojej zaciśniętej dłoni, bo dostrzegłeś kątem swoich rzęs że rosną ci skrzydła że przepoczwarzasz się, że teraz już wiesz, czego chcesz nie chowasz się już.
Pentagram z trzema cyframi jesteś w samym jego centrum myślisz, że Cię ochroni - błąd!
To jest wytwór chorych satanistycznych wyznawców, wyznawców zła, a czym jest zło? Kozłem z siedmioma rogami zaostrzonymi jak żyletki. Żyletka w ręku szum wody tak pięknie, takie ogarniające złudzenie radości ciszy przed nadciągającą burzą, przerwiesz nitkę swą i już wielki luz Twoja żyletka i Twoja wola odejścia w czarny świat szarością pożerany przez wizje, wizje przyszłości wokół jest pustka cienie nicości puste oczodoły czy rzeczywiście ktoś Cię ochroni boisz się wyjść z pentagramu.
Znak runiczny - języka nie znasz piszesz bez sensu ciąg znaków ...... tajny kod do świata poniżej...
Bramy otwarte... !!!

Kopia

Kopiujesz zachowania innych, wcielasz się w różne postacie, czy jest Ci z tym dobrze ?
chwila jest bardzo ulotna i mija bezpowrotnie wracasz do siebie i co znowu nie możesz spojrzeć w lustro bojąc się zobaczyć swoje odbicie, czy swój strach jak o Tobie myślą inni.
Tego i tak sie nie dowiesz, nikt nie ma takiej władzy, aby czytać w myślach, a po zachowaniu innych możesz błędnie zinterpretować co ktoś chciał Ci przekazać nieświadomie ubierając słowa i myśli.
Lustro - czym jest, że jest takie bezlitosne odbijając całe Twe ja. Ty atakujesz ono odbija - zbijmy wszystkie lustra przecież obrazem Twego ja jest dusza jedyne nieskazitelnie czyste zwierciadełko, w którym chowasz się bojąc wystawić rogi kłujące całe otoczenie w Twym mniemaniu, czy muszą wołać pokaż się choć trochę my Cię i tak nie zrozumiemy chcemy Ciebie bo jesteśmy mali czołgający się pod Twymi stopami własne wewnętrzne słabości wyrzucamy w Twym kierunku, aby uleczyć nasze chore komplexy zrobione z plexy sami boimy się że nas odrzucisz...
Kopia jak dwuznaczność naśladownictwo rzeczy materialnej i zarówno broń, którą możesz zabić ciągłe paradoxy bądź mądry i wybieraj trafnie żeby Cię nie zabili ciągła walka w eterze Eterni podświadomie czytasz innych myśli i wiesz, że są chore skołowane czekające na wyciągnięcie z kajdanów wiary schematu narzuconego tuż po urodzeniu.
Chrzest odnowienie i na powrót zniewolenie. Człowiek jest bardzo słaby siłą napędową jest wiara nadzieja czy miłość co jest silniejsze widzisz wszystko z próżni widzisz czekających na sygnał do powstania z klęczek zrzucenia jarzma z karku...

To the other side

Czy nie mamy chęci przenieść się do innego świata? Być gdzie indziej niż w tym danym konkretnym przypisanym do siebie świecie? Jasne, ale, po co? Czy w innym świecie będzie lepiej czy czas tam będzie biegł inaczej? Pewnie nie! Wszędzie jest taka sama karuzela życia narodziny śmierć wszędzie to samo ważne jest, w co wierzymy i jakim chcemy być w danym momencie konkretnej sytuacji możemy marzyć tego nikt nam nie zabierze, ale czy jak urzeczywistnimy marzenie to czy to będzie to, co oczekujemy marzenia są piękne dopóki ich się w pełni nie zrealizuje czy tak?
Kosmos jest tak wielki, że nie mamy szans w naszym krótkim życiu zwiedzić choćby okruszka jego jestestwa jesteśmy pyłeczkiem unoszony na wietrze bez wiedzy o tym, w którym kierunku Eol nas popycha i gdzie tym razem wylądujemy, na jakiej wyspie czy w jakiej oazie... Tylko, co jest lepsze wyspa otoczona zewsząd morzem słonym czy oaza otoczona wdzierającym się wszędzie piachem? Znowu wybór całe życie składa się tylko z wyborów pomiędzy... A więc wyspa czy oaza? Zależy, z kim? Tylko o to chodzi, aby się dobrze bawić w towarzystwie i nie szukać wyimaginowanych głosów morza głosów pustyni i nie biec za uciekającym wciąż echem odgłosów wyobraźni, która doprowadza na skraj szaleństwa wystarczy tylko kroczek w nieodpowiednim kierunku i już przyjeżdżają dwaj panowie w białych kitlach z białym fartuchem i zabierają Cię do domu bez klamek...
Biel tak źle kojarzona a przecież białe mewy istnieją i dają żeglarzom nadzieję na zbawienny ląd...

Dwa Słońca

Idziesz ciągle naprzód, bo kto nie maszeruje ten ginie krok za krokiem nie ma czasu na żaden odpoczynek codzienna wędrówka w swoim świecie tam i z powrotem boisz się wychylić głowę ponad to i pójść w innym kierunku ciągle maszerując wszystkie Twe potrzeby to ciągły marsz niezakłócony nowym, które musi nadejść i zmienić cykl, ale nie chcesz nawet o tym myśleć wyskoczyć poza schematy, po co? Strach ma wielkie oczy, którymi świdruje na wskroś ale są to tylko/aż oczy wielkie, dlatego że potęgowane przez strach i obawę przed nadchodzącym.
Nowe musi nadejść nowe musi zmienić nowe ma być lepszym jutrem, rano obudzisz się z sennego koszmaru w nowym świecie poranek przywita Cię dwoma Słońcami świecącymi z obu stron rażącymi dziwnym białym kolorem będziesz chodzić na rękach, aby zdążyć za uciekającym czasem krok w krok znowu wpadasz w schemat, ale tym razem każdy dzień będzie inny aż będzie dość dużo Słońc nowych najlepszych i wreszcie będziesz mógł dokonać wyboru pomiędzy...
Pomogą w tym jarzące się białe kule i wybór będzie najlepszy z możliwych wreszcie wędrówka się skończy a zacznie ostra jazda wehikułem czasu przeniesiesz się gdzie tylko chcesz w przeszłość żeby coś zmienić w przyszłość, aby sprawdzić czy dokonałeś dobrego wyboru do każdego kraju i każdego zakątka podświadomości nareszcie droga została otwarta nie musisz już lewitować w swym malutkim zamkniętym hermetycznie świecie Przestrzenie to jest Twój nowy dom...

żywot głupich gęsi

Jesteśmy szpiegami własnej tożsamości lubimy chodzić za kimś bez celu i naśladować we wszystkich aspektach życia jesteśmy cieniem czy osobą granica jest bardzo płynna smuga cienia dążący do nieistnienia jeden za drugim gęsiego jakby gęsi chodziły za sobą może gęsior za gąskami tak, ale jeden po drugim myśli są bardzo porozrzucane wkoło zebrać je wszystkie naraz byłoby szaleństwem
wędrówki w eter o władco myśli jak to robisz, że możesz za nimi nadążyć i panować lubimy podglądać i napawać się czyimś wyuzdanym szaleństwem, jacy wszyscy jesteśmy podobni naśladujesz naśladują i wszyscy są tacy sami krąg głupich małpiatek robiących to bez celu i jakiejkolwiek korzyści. Dążenie, aby dorównać i być może przeskoczyć na jakiś czas, być lepszym, ale nie na długo... do Ciebie też dorównują i obchodzą dookoła bo kłujesz jak jeżyk ocierający się o mózg szpila raz wbita pozostaje na zawsze nie znajdziesz lekarza, który to wyciągnie bez naruszania mózgu a przecież bez niego jak funkcjonować? Fakt większość i tak lewituje i żyje jak roślinki podlewane oddychają karmią się promykami światła i tak w kółko już nie chcą naśladować i dążyć do raz objętego celu, bo wiedzą, że nie ma to najmniejszego sensu.
Roślinki wegetują i jest im dobrze, więc może też załóżmy fermę wegetacyjną doglądając po kolei jak myśli zatrzymały się i sobie siedzą i nic nie robią już nie biegną w żadnym kierunku czyżby to był twój sekret Władco Myśli?
Co wpisujesz mnie na listę potępieńców, że zdradzam twe tajemnice władzy, sekret już nim nie jest, raz powtórzony potrafi obalić porządek całkowitego istnienia i zakłócić niszę pokarmową?...

nóż spod żeber

Jesteś zakonserwowany jak w formalinie, żyjesz i nawet o tym nie wiesz... Błogi stan cały czas to samo dobrze Ci jest z tym nic nie musisz robić zupełnie nic wszystkie funkcje życiowe stanęły potrzeby Maslowa przeszły na bardzo odległy plan jesteś głodny? masz brak łaknienia karmisz się wizją raju utraconego przez Adama i Ewę jak tam naprawdę było? pewnie nie było aż tak dobrze bo przecież słowo powtarzane wciąż powtarzane zamienia się w olbrzymi esej zależy czy "cytujący" jest w dobrym humorze i wtedy upiększa czy w złym i dodaje złe niestworzone rzeczy Raj utraconych duszyczek? ha dobre sobie wytwór wyobraźni jakiegoś guru sprzed kilku tysięcy lat interpretacja każda jest dobra i oczywiście tylko subiektywna zabrania się powtarzać zabrania się zabraniać zabrania się żebrać o litość zabrania się dobijać o miłość ciągły zakaz lecz Ty śmiejesz im się prosto w oczy jesteś konserwą formalinową patrzysz i szyderczy śmiech nie schodzi Ci z ust ale masz pewną obawę bo jak Cię otworzą i cała amfetaminowa wizja ucieknie z Twojej konserwy to co wtedy zrobisz?
Będziesz się nadal śmiać, śmiechem żałosnym bo śmiechem ostatnim !!! błogosławiony ten kto śmieje się ostatni i śmiać się będzie na wieki wieków żyjesz jeszcze, niemożliwe formalina zamienia się w biały proszek i masz znowu chore wizje mimo noża wciśniętego pod żebra i wycieku formaliny masz nowego Boga białą damę zbawienna na każdą okazję na długi czas odlatujesz do edenu szczęśliwości i czekasz na rękę opatrzności która wskaże Ci nową drogę DROGĘ DO NIKĄD !!!
Kraina nieistniejąca niebyt doskonały nirwana bolesna nirwana cielesna nirwana boska nirwana bezkresna...

So Fucking What?

Olewające stwierdzenie wszystkiego co nas otacza, coś się stało, ktoś się przewrócił SFW? ktoś krwawi SFW? ktoś żebrze, siedząc pod kościołem o pieniądze na jedzenie SFW? ktoś uczy się aby osiągnąć cel wytyczony przez rodziców SFW? kogo to właściwie obchodzi. Czy jak pomożemy jednej osobie to mamy już licencje organizacji charytatywnej na pomoc wszystkim SFW? po co to robić niech zrobią to za nas. Nas to nie dotyczy a jak zacznie to i tak strzelimy sobie w łeb więc SFW? powie ktoś inny jedno stwierdzenie a dotyczy wszystkiego co nas otacza na wszystko jedna odpowiedź tak banalna a jednak trafnie sformułowana SFW? czy jak kogoś podniesiesz to również jak upadniesz podniosą Cię czy powiedzą SFW? leżysz broczysz krwią zadeptywany przez tabuny pędzących wehikułów czasu każdy się gdzieś spieszy w swojej wędrówce nie patrząc na boki tylko ręce podkulone łokcie wystawione chroniąc zarazem żebra jak i atakując obcych idących obok SFW? kogo to obchodzi że leżysz brocząc krwią wypluwając co trochę białe niezniszczone przez nikotynę zęby SFW? że je pielęgnowałeś SFW? leżysz życie przetacza Ci się z szybkością klipu nakręconego amatorską kamerą może kręcą gdzieś film SFW? i tak nie zaproszą Cię na casting Twe białe ubranie zmieniło kolor na purpurę kardynalską SFW? skąd masz w sobie tyle krwi hordy rozszalałych komarów byś wyżywił i rozpieprzył planetę plagą atakujących głodomorów SFW? umierasz z jednym zdaniem na ustach I co kurwa z tego ?! może ktoś chociaż spojrzy na Ciebie i spyta się czy żyjesz czy spalić Twe prochy i rozrzucić na 4 strony świata czy wyrzucić Cię w otchłań ukochanego morza nic z tego widzisz tylko szyderczy uśmiech i cisnący się tekst SFW? właśnie, czy olewają Cię dlatego że przepiłeś licencję organizacji wspierającej żebraków czy po prostu pogoń za pieprzeniem o banałach wszystkie odruchy przytępiła więc po co świeci Słońce więc po co produkują broń więc po co jest nam Słońce więc po co są potrzebne naboje jak i tak każdy napotkany powie Ci "I co kurwa z tego ?!"

miasto myśli

Fuck day który nastał witając Cię deszczem mgły opadają i miasto wstaje rozgania dymy a o nocy chce jak najszybciej zapomnieć a działo się bardzo dużo jak długo będzie mieć siłę przyjmować wszystkie sny przetwarzać je i próbować wszystkich zadowolić ? kompromis wieczny wybór krzywdzisz jednych nagradzając innych i odwrotnie rachunek znowu równy zero nie ciesz się jak obudzisz się z koszmaru sennego a powita Cię Słońce jutro może być zupełnie odwrotnie piękny sen zweryfikowany przez nagłą błyskawicę orającą Twe oblicze tak być musi miasto pęka w szwach i w nocy musi patrzeć bez możliwości pomocy bez możliwości ingerencji w zło czające się w każdym zakamarku duszy przyjmuje do wiadomości to co się dzieje i truchleje wypluwa nad ranem wszystko z szybkością ponaddźwiękową w stronę najmniej zaludnioną to właśnie stamtąd przychodzi wszystko co czarne i obłudne hermetycznie zamknijcie wszystkie miasta wszystkie osiedle ktoś nowy jest obcy i trzeba go wyrugować jak najszybciej poza granice biedne chore miasto dziwne że jeszcze kraj nie upomniał się o nie przychodząc z białą flagą prosząc o aneksję i dołączenie do całości twór wyobraźni w końcu pęknie i po całym świecie rozejdą się robaki zjadając takich jak my maluczkich gotowych mimo wszystko walczyć samotnie skazani na porażkę pomoc nadejdzie w końcu jak zerwiemy wszystkie pieczęcie pomoc nadejdzie jeźdźcy będę jechać na swych rumakach niszcząc wszystko i wszystkich na swej drodze do Jeruzalem stanie w ogniu bo tylko ogień może wyczyścić szarość obłudę i nudę kochani jeźdźcy chce z wami jechać na koniec świata mordować palić gwałcić dlaczego mnie nie chcecie jestem tylko miastem gotowym wystawić najlepszy oddział wojowników czekających na znak waszym sojusznikiem tylko ja znam wszystkie zakamarki i zaprowadzę was do każdego zaułka śmierci...

Samobójstwo

Wchodzisz do wanny pełnej wody czy nie frapowało Cię kiedyś, aby zanurzyć się na bardzo długą chwilę i przepłynąć na drugą stronę choćby na malutką sekundę boisz się zobaczyć wszystkie swoje wyimaginowane lęki fobie, co? Kogo tam znajdziesz swoja prawdziwą połowę tak głęboko chowaną w realności życia codziennego, po co się chowasz Ty nie masz takiego przywileju nie masz żadnej muszli, aby tam spokojnie sprzedawać swoją prawdziwą czarna osobowość, mimo że nie jesteś murzynem jesteś czarny jak każdy, więc nie przejmuj się weź sobie długi nóż i bez planowania ataku podejdź do najbliższej osoby z tyłu złap mocno za włosy i poderżnij gardło a płynąca krew obmyje Cię i staniesz w końcu na piedestale, chociaż nie jesteś Bogiem dostałeś władzę swojej woli możesz odbierać życie możesz też je dawać zaprogramowany jak komputer w odpowiednim momencie eksplodujesz cząsteczkami jestestwa rachunek jest wyrównany dajesz i zabierasz coraz bliżej piekła czekasz czy Cię w końcu dostrzegą i przyślą wysłannika na negocjacje z Twoją duszą i czekasz, aby uszczknąć z istnienia na ziemskim padole najlepszy kąsek w zamian za nieistniejącą dla Ciebie duszę gdzie ona jest niematerialna nienamacalna nieistniejąca masz coś za nic to jest najlepszy handel godny wielkich akwizytorów, którzy mogą wepchnąć Ci wszystko i nawet o tym nie wiesz a potem płać i płać klnij i co? nóż znowu się przyda koło się zamyka każdy ma w sobie duszę mordercy ale nie każdy może nad nią zapanować... wynurzasz się nagle z pod wody rozglądasz się dokoła dziwne woda jest czerwona w rękach masz nóż na nadgarstku krwawiącą ranę cholera nikogo nie zabiłem sam padłem oszustwem wysłannika piekła chciał wziąć duszę a mnie pozbawić życia ? nie tak wyglądał handel czyj jest to nóż ?! pakt został przypieczętowany musisz uważać schowaj nóż na dnie szafy przykryj czarnymi myślami i zapomnij o nim nie nurkuj więcej czas gra ogromną rolę byłeś tylko kilka sekund a jakby to trwało wieki... dusza ? już jej nie masz skażona czarna krwią uleciała w dół spadła i czeka zawieszona aż pozbawisz się człowieczeństwa i będzie mogła spaść najniżej do ostatniego kręgu piekła...

sprzedane istnienie

kładziesz się wieczorem i nigdy nie wiesz, co może czekać Cię w nocy, sny są zlepkiem minionego dnia minionych przeżyć myśli kotłujących się w umyśle, więc chyba możemy go kontrolować byle nie przyszedł Freddi Kryger i nie rozpieprzył naszych przyjaciół, bo walka z nim to tak jak mieczem rzucić się na wyimaginowane stwory w postaci wiatraków biedy Don Kichot zamykasz oczy i już przenosisz się do innej krainy czasami lepszej czasami gorszej nie możesz z niej uciec nie chcesz uciekać chcesz trwać i bawić się bez żadnych konsekwencji czyżby tak jest naprawdę nie sen marzenie może ogarnąć twą duszę może wedrzeć się w twój umysł i pozostać na wieki, jeżeli tak długo będziesz istniał na ziemi zamykasz oczy wyciszasz się całkowicie oddech zaczyna być miarowy coraz wolniejszy i nagle trach jesteś gdzieś daleko patrzysz jak tu pięknie jak cicho za cicho jakiś szelest i nie możesz ruszyć się z miejsca najgorszy koszmar zaczyna się spełniać wychodzi to coś patrzy na ciebie zakrwawionymi ślepiami i podchodzi coraz bliżej rozszarpuje cię na części budzisz się uff to był tylko sen ktoś puka do drzwi dziwisz się jest 4-ta w nocy otwierasz i potwór wskakuje do domu jednym uderzeniem łapy przewraca cię na podłogę budzisz się ponownie jak dobrze, że to był sen miasto pozwala na zabawę z tobą usypia cię ponownie ciszą miarowym stukotem otwierasz oczy jesteś na pięknej łące z tysiącami nieznanych ci kwiatów bestia jest również, ale tym razem ty masz miecz przeznaczenia podchodzi i zabijasz ja napawając się ciepłą czerwoną krwią znowu zwyciężyłeś czy aby na pewno nad ranem wstajesz nie masz ręki obok leżą czyjeś zwłoki NIE znowu zabiłeś towarzyszkę nocnych ekscesów znowu to wołanie w twojej głowie, dlaczego...

łowy

dzisiaj w nocy to będzie ta noc wiecznego szczęścia i nieustającej rozkoszy dzika przywita namiętność rozpali do białości wskakując do wody usłyszysz głośny syk dym unosi się wokół osłaniając Ciebie jak tarczą nikt już nie przyjdzie do Ciebie samotność czasem boli ale lepiej polować indywidualnie i stać z niebezpieczeństwem face to face nie licząc na aliantów bo i tak się można przeliczyć byli już tacy nie pytaj gdzie są na dnie czeluści piekielnych zaliczając kolejny krąg wtajemniczenia wypada Ci oko wypychane kamerą możesz filmować i przetwarzać obrazy z dowolną częstotliwością umysł wybucha głośną eksplozją rodzi się system komputerowy danych wczepiają Ci pod skórę jakieś układy scalone mgła zasnuwa Cię wokół różowe światło prowadzi Cię na bagna ognie św.Elma błyszczą w Twoim oku co trochę kamera rejestruje wszystko zaprogramowany odtwarza program ukryty nie chcesz ale musisz dojść do celu ścigany przez podobne bezmózgie zjawy z myśliwego stajesz się zwierzyną uciekasz w popłochu nie masz żadnej broni jesteś totalnie wkurzony game over czas minął bezpowrotnie siadasz na swoim stanowisku w oknie ściągasz okulary świat wirtualny zamknięty na dzisiejszy dzień sesja dobiegła końca...

poza pozą przyjemności

I znowu dostałem pałę z języka polskiego.
Dlaczego nasz język jest tak skonstruowany, że zabija radosną twórczość, wpaja tylko schematy, w których mamy siedzieć i broń boże nie wychylać?

Znowu przyczepiła się ta wredna baba do interpunkcji, tak jakby istniały dla niej tylko przecinki - niedopieszczona stara panna, tu przecinek, o tu jeszcze jeden i jeszcze tu. Cholera by wzięła. "Interpunkcja moim bogiem, przecinek ogniwem łączącym z moim guru."
I jeszcze wytyka brak akapitów, brak kropki. Czym jest brak jednej kropki, kiedy istnieją ich tysiące w codzienności czarno-białej? Niech sobie je wsadzi i kolekcjonuje jak zboczony amator pudełek od papierosów. Miliony przecinków i jeszcze więcej kropek...
Rzuca je we mnie. Przecinki tną jak ostrze noża, błyszczą jak błyskawice. Ból i krew spływa z każdego miejsca mego ciała. Belferka zmienia broń, celuje dokładnie - każda kropka trafia w sączącą się ranę przeszywając bólem docierającym do mózgu.
Dlaczego mam się trzymać konwenansów i utartych schematów?
Czy nie mogę iść swoją drogą nie oglądając się wstecz?
Leżę pobity, strącony przez kropki i przecinki, podchodzi nauczycielka. I łup dwa ortograficzne błędy uderzają mnie w oczy, już nic nie widzę, ślepnę... I o co jej zupełnie chodziło? Gdy czytałem jej wieczorem przy świecach była zachwycona, prosiła o napisanie. I co? Przyszedłem do szkoły i łup od samego rana boleść niespękana. Poraniony przez kropki i przecinki, przez kopniaki i przecinaki. Otwieram oczy...
Na szczęście to był tylko sen. Włączam komputer, wchodzę do Internetu, wybieram stronę IOS....szok!... Belferka też tutaj była i rozpoczęła atak z drugiej strony.
Krew zalewa oczy, nie pomagają wycieraczki i odsysanie włączone przez służby ratownicze.

O co w tym wszystkim chodzi?

Sheeyot

Skomentuj na forum