Pierwszą księgą się zachwycacie,
Opowieść drugą zaraz poznacie.
Będę więc znów przednie
Bajał cuda niepowszednie.
Zapal w wieczór uroczy
Świece. A twe śliczne oczy
Niech po literach biegną,
Myśl składając z nich kompletną.
Nalej do pucharu wina,
oto rzecz się rozpoczyna...
Pamiętasz zamek na skale?
Nie jest zmieniony. Wcale,
Rzec byś mógł. Jeszcze widnieje dziura
gdzie książe w mur dał nura
(Przelatując nad Peugeotem
Ze szczępów szat furkotem)
Podług moich doniesień
Kraj ten ciepły jest w jesień.
A dziś pierwszy dzień jesieni.
Słońce blaskiem się czerwieni.
Rzuca cienie tajemnicze
Na wysokie zamku strażnice.
A w komnatach zamku tego
Trwa zabawa na całego.
Ślub Księcia i Księżniczki,
Tej skaczącej z okna wieżyczki.
Sala strojna w lampiony,
Pod sklepieniem tęczowe balony.
Gra muzyka, pląsają tancerze.
"Wyjdźmy, nikt nas nie dostrzeże"
Rzekł o północy do Księżniczki,
Gdy całował jej policzki.
"Twego ciała krągłości
Rozpalają mnie do białości"
Weszli do pustej komnaty.
Zdało się, że wadzą im szaty.
Ogarnął ich miłości szał
Dążący do zbliżenia ciał.
Księżna zręcznie go rozbiera,
On w mnogości szat przebiera.
Chwilę stali jak Bóg stworzył,
Wnet wiatr dmuchnął, okno otworzył.
Powiało zimnem z zachodu -
Przyczyniło im powodu.
Do łoża wielkiego wskoczyli.
Wcześnij tego nie doświadczyli.
Wnet poczuł to co chciał.
Teraz to tylko by brał
To co kiedyś przz domysły
teraz odbierają jego zmysły.
Ona równie podniecona
Pieści go jak szalona.
Wędrują po całym jej ciele
Ręce dające rozkoszy wiele.
Biją serca jak szalone...
Drża ciała ich splecione...
A po chwili nowa fala -
On bierze, ona pozwala...
A czas nocy szybko płynie.
Trwa godzina po godzinie.
Na dole wznoszą puchary,
Za pierwszą noc młodej pary.
Za oknami już świtanie -
Pora by zejść na śniadanie.
Kleją się zmęczone oczy
Po nocy pierwszej rozkoszy.
"Wspaniale - jak w niebie było"
"Ale teraz się skończyło..."
"Lecz to nic straconego" -
Rzekła szeptem do niego.
"Po dniu znów noc następuje,
A ja następną noc ci obiecuję!"
Tu on z trwogą w oczach
Odzekł - "Ach, moja urocza,
I następną, i następną.
Uwielbiam, gdy leżysz tu ze mną.
Kocham w dotyku twe ciepłe ciało.
Ileż bym nie wziął, wciąż mało."
Dużo czasu do słońca zachodu.
Wybrali się do jesiennego ogrodu,
Gdzie błękitną taflą błyska
Czysta woda ze stawiska.
Woda ciepła, na co młodzi
"Mała kąpiel nie zaszkodzi"
Wskoczyli w toń przejrzystą,
Ciała wodą oblewając czystą.
Cóż tam oni poczynają?
Znów pieszczoty zaczynają?
Połączeni w pocałunku
Miłość piją - jak puchary trunku.
Słońce pali czubek sosny,
A na dole śmiech radosny.
Lecz wrócić czas z nieba,
Tu na dól, gdzie żyć nam potrzeba.
I znów wieczór zapadł.
Chłód do komnat się zakradł.
Grzeją się młodzi leżąc razem
Nie związani żadnym zakazem.
Jak morze faluje pierzyna -
Znana historia się zaczyna.
Lecz nic przecie nie jest wieczne,
Nawet jeśli tak bajeczne...
Na tej uczcie też bawiłem.
Co widzałem - opisałem.
A czy śniłem? Może śniłem -
Wina dużo się opiłem...
Koniec
napisane ok. roku 1990
poprawione w Lutym roku 1996
skoti